Jest coraz cieplej, więc należy się Nam coś na ochłodę. Chłodnik jest delikatny w smaku i orzeźwiający. Póki sezon szparagowy w pełni, warto go zrobić. Dodatkiem mogą być inne białe warzywa, ale bez przesady. Skupiamy się tu na szparagach, bo one teraz królują w ogrodach.
Należy pamiętać, że każde szparagi przed gotowaniem, pieczeniem czy smażeniem trzeba obrać ze skórki oraz odciąć lub odłamać zdrewniałe końcówki ( do około 4 cm). Szparagi najlepiej obrać nożykiem lub obieraczką do warzyw.
pęczek białych szparagów
4 małe młode ziemniaki
3 małe szalotki
2 ząbki czosnku
szczypta soli
2 łyżki oleju rzepakowego
woda
1 1/2 szklanki maślanki
2 plastry szynki szwarcwaldzkiej
Szparagi myjemy, osuszamy i odłamujemy zdrewniałe końcówki. Po czym obieramy je, zostawiając główki. Tak postępujemy z każdym szparagiem. Następnie kroimy w 3 cm kawałki, odstawiamy i kroimy szalotki w piórka. Ziemniaki skrobiemy i kroimy w cienkie plasterki, czosnek obieramy i kroimy w plasterki.
Olej rozgrzewamy w rondlu, na którym szklimy szalotkę i czosnek. Należy uważać aby nie spalić czosnku (gdy tak się stanie trzeba wszystko zacząć od nowa). Następnie dodajemy ziemniaki i mieszamy wszystko razem, po czym dodajemy szparagi i znów mieszamy. Dodajemy sól oraz wodę, tak aby tylko zakryła warzywa. Gotujemy około 15 minut, po czym wyłączamy gaz i studzimy. Całość, juz ostudzoną wkładamy do lodówki aby się porządnie schłodziło.
W tym czasie przygotowujemy chipsy z szynki, smażąc plastry na suchej patelni. Kiedy się zrumienią z każdej strony odkładamy je na ręcznik papierowy aby pozbyć się nadmiaru wytopionego tłuszczu. Po tym czasie łamiemy lub kroimy na mniejsze kawałki.
Schłodzone warzywa w rondlu przelewamy do blendera i miksujemy na gładka jednolitą masę, po czym dodajemy stopniowo maślankę cały czas miksując. Trwa to około 2 minut. W tym czasie całośc powinna się dokładnie wymieszać.
Chłodnik podajemy posypany chipsami z szynki.
wtorek, 14 czerwca 2016
sobota, 4 czerwca 2016
Warsztaty - makaroniki z solonym karmelem w Atelier Cookia
Zdecydowałam się na inwestycje we własne umiejętności, a szczególnie jeśli chodzi o słodkie wypieki. W tej dziedzinie jestem trochę "noga", więc czas wziąć się za siebie.
Na pierwszy rzut poszły makaroniki. Te słodkie francuskie ciasteczka są tak wykwintne i eleganckie, że nie sposób przejść koło nich obojętnie. Zrobić je to tez sztuka, trzeba znać tajniki utrzymania właściwej temperatury syropu cukrowego, jak zrobić właściwa bezę i ile tak naprawdę użyć białek, świeżych czy odstanych. Przepisów jest wiele, nie wszystkie są właściwe.
Najlepiej nauczyć się u źródła, od człowieka który jest francuzem, który wie jak zrobić by były perfekcyjne.
Szczerze polecam warsztaty u Pascala, prowadzi je w małych grupach. I mimo to że są prowadzone w języku angielskim naprawdę laik jest w stanie wszystko zrozumieć. Trochę się obawiałam, właśnie angielskiego, ale naprawdę było sympatycznie i było więcej praktyki niż teorii. Choć i ta jest bardzo potrzebna. Jednym słowem nie ma co się obawiać!
Jako, że mieliśmy tylko 2 godziny aby nauczyć się zrobić makaroniki a do tego solony karmel. Zaczęliśmy właśnie od karmelu, choć Pascal podkreślał, że najlepszym nadzieniem do makaroników jest nadzienie zrobione poprzedniego dnia. Jednak tu nie mieliśmy takich warunków.
Kolejnym etapem było przełożenie karmelu do pojemnika i schłodzenie go.
Czas na ciasto na makaroniki, które składa się z mielonych migdałów, cukru pudru, białek oraz bezy parzonej z dodatkiem barwnika w kolorze karmelu.
Na początek trzeba zmielić razem mielone migdały i cukier puder, potem trzeba całość przesiać.
Następnie przygotowujemy syrop cukrowy do bezy. Dodajemy barwnik i czekamy aż osiągnie właściwa temperaturę. Ta na zdjęciu to najwyższa jaką syrop osiągnął.
Kolejnym etapem jest wymieszanie bezy z syropem.
Na tym zdjęciu już widać, że beza jest doskonała.
Zostało tylko połączyć bezę z reszta składników i wyciskać makaroniki.
Było trochę zabawy, oj było :)
I mistrz przy pracy:
Teraz pozostało upiec makaroniki i je nadziać.
Trzeba jeszcze pomacać, odczepić od papieru, zrobić mały trik i można nadziewać.
A efekt mmmm karmelove <3 Ale zanim skonsumujemy muszą odleżeć swoje w lodówce i to nie lada co, bo 24 godziny.
Na koniec my, Cała nasza słodka ekipa :)
Atelier cookia - workshops
Na pierwszy rzut poszły makaroniki. Te słodkie francuskie ciasteczka są tak wykwintne i eleganckie, że nie sposób przejść koło nich obojętnie. Zrobić je to tez sztuka, trzeba znać tajniki utrzymania właściwej temperatury syropu cukrowego, jak zrobić właściwa bezę i ile tak naprawdę użyć białek, świeżych czy odstanych. Przepisów jest wiele, nie wszystkie są właściwe.
Najlepiej nauczyć się u źródła, od człowieka który jest francuzem, który wie jak zrobić by były perfekcyjne.
Szczerze polecam warsztaty u Pascala, prowadzi je w małych grupach. I mimo to że są prowadzone w języku angielskim naprawdę laik jest w stanie wszystko zrozumieć. Trochę się obawiałam, właśnie angielskiego, ale naprawdę było sympatycznie i było więcej praktyki niż teorii. Choć i ta jest bardzo potrzebna. Jednym słowem nie ma co się obawiać!
Jako, że mieliśmy tylko 2 godziny aby nauczyć się zrobić makaroniki a do tego solony karmel. Zaczęliśmy właśnie od karmelu, choć Pascal podkreślał, że najlepszym nadzieniem do makaroników jest nadzienie zrobione poprzedniego dnia. Jednak tu nie mieliśmy takich warunków.
Kolejnym etapem było przełożenie karmelu do pojemnika i schłodzenie go.
Czas na ciasto na makaroniki, które składa się z mielonych migdałów, cukru pudru, białek oraz bezy parzonej z dodatkiem barwnika w kolorze karmelu.
Na początek trzeba zmielić razem mielone migdały i cukier puder, potem trzeba całość przesiać.
Następnie przygotowujemy syrop cukrowy do bezy. Dodajemy barwnik i czekamy aż osiągnie właściwa temperaturę. Ta na zdjęciu to najwyższa jaką syrop osiągnął.
Kolejnym etapem jest wymieszanie bezy z syropem.
Na tym zdjęciu już widać, że beza jest doskonała.
Zostało tylko połączyć bezę z reszta składników i wyciskać makaroniki.
Było trochę zabawy, oj było :)
I mistrz przy pracy:
Teraz pozostało upiec makaroniki i je nadziać.
Trzeba jeszcze pomacać, odczepić od papieru, zrobić mały trik i można nadziewać.
A efekt mmmm karmelove <3 Ale zanim skonsumujemy muszą odleżeć swoje w lodówce i to nie lada co, bo 24 godziny.
Na koniec my, Cała nasza słodka ekipa :)
Atelier cookia - workshops
środa, 25 maja 2016
Kasza gryczana zapiekana z peklowaną łopatką
Kasza jest ostatnio bardzo popularna, co więcej bardzo zdrowa. Warto
sobie przygotować posiłek z jej udziałem. Tak już się utarło, że kasza
jest dodatkiem do drugiego dania. Ale bardzo często jest tez
wykorzystywana do pasztetów, sałatek, zup, a nawet deserów. Do tych
ostatnich bardzo często wykorzystuję się kaszę jaglaną, która jest tak
wdzięczna, że można ją wykorzystywać na 100 sposobów.
Jednak dziś skupię się na kaszy gryczanej, która głównie jest dodatkiem do potraw. DO takich typowych znanych potraw gdzie wykorzystuję się kasze gryczaną jest słynna nasza polska kaszanki. Na Lubelszczyźnie w niektóre wiejskie święta przygotowuje się ciasto zwane kaszakiem. Są tez bliny gryczane, a także robi się z niej mąkę. Jest tez doskonałym składnikiem farszów, np. do gęsi.
Rozróżniamy dwa rodzaje kaszy gryczanej: niepaloną (nieprażoną, jaśniejsze ziarna) oraz prażoną. Ta druga jest mniej wartościowa, ponieważ w procesie podgrzewania gnie część witamin, ale ma bardziej wyrazisty smak. Kasza niepalona szybciej się rozgotowuje. Polecam wypróbować samemu.
Teraz czas na przepis.
Mięso do tego dania najlepiej przygotować dzień wcześniej, dzięki czemu będzie kruche i smaczniejsze. Zapeklowane będzie odpoczywało cała noc w lodówce, aż przejdzie wszystkimi smakami.
200 g kaszy gryczanej prażonej (może być w torebkach)
300 g łopatki wieprzowej
2 suszone pomidory
garść suszonej żurawiny
1 cebula
pół pora
czosnek niedźwiedzi
majeranek
sól peklowa lub kamienna
pieprz
Mięso kroimy w kostkę, wrzucamy do miski i dodajemy przyprawy. Zakrywamy folia spożywczą i odkładamy do lodówki na całą noc.
Kolejnego dnia mięso podsmażymy na oleju aż zmieni barwę. Aby się nie przypaliło można dodać odrobinę wody. Smażymy około 10 minut, pod koniec dodajemy pokrojoną cebulę oraz pora. Zestawiamy z ognia i przygotowujemy kaszę.
Czas gotowania skracamy o 2 minuty niż jest napisane na opakowaniu.
W między czasie przygotowujemy formę do zapiekania. Smarujemy ją tłuszczem, wykładamy ugotowaną jeszcze ciepłą kaszę, dodajemy podsmażone mięso oraz suszoną żurawinę i pokrojone w paski pomidory. Można wymieszać składniki.
Piekarnik nagrzewamy do 160 stopni, wkładamy formę z daniem i zapiekamy około 30 minut do zrumienienia.
Jednak dziś skupię się na kaszy gryczanej, która głównie jest dodatkiem do potraw. DO takich typowych znanych potraw gdzie wykorzystuję się kasze gryczaną jest słynna nasza polska kaszanki. Na Lubelszczyźnie w niektóre wiejskie święta przygotowuje się ciasto zwane kaszakiem. Są tez bliny gryczane, a także robi się z niej mąkę. Jest tez doskonałym składnikiem farszów, np. do gęsi.
Rozróżniamy dwa rodzaje kaszy gryczanej: niepaloną (nieprażoną, jaśniejsze ziarna) oraz prażoną. Ta druga jest mniej wartościowa, ponieważ w procesie podgrzewania gnie część witamin, ale ma bardziej wyrazisty smak. Kasza niepalona szybciej się rozgotowuje. Polecam wypróbować samemu.
Teraz czas na przepis.
Mięso do tego dania najlepiej przygotować dzień wcześniej, dzięki czemu będzie kruche i smaczniejsze. Zapeklowane będzie odpoczywało cała noc w lodówce, aż przejdzie wszystkimi smakami.
200 g kaszy gryczanej prażonej (może być w torebkach)
300 g łopatki wieprzowej
2 suszone pomidory
garść suszonej żurawiny
1 cebula
pół pora
czosnek niedźwiedzi
majeranek
sól peklowa lub kamienna
pieprz
Mięso kroimy w kostkę, wrzucamy do miski i dodajemy przyprawy. Zakrywamy folia spożywczą i odkładamy do lodówki na całą noc.
Kolejnego dnia mięso podsmażymy na oleju aż zmieni barwę. Aby się nie przypaliło można dodać odrobinę wody. Smażymy około 10 minut, pod koniec dodajemy pokrojoną cebulę oraz pora. Zestawiamy z ognia i przygotowujemy kaszę.
Czas gotowania skracamy o 2 minuty niż jest napisane na opakowaniu.
W między czasie przygotowujemy formę do zapiekania. Smarujemy ją tłuszczem, wykładamy ugotowaną jeszcze ciepłą kaszę, dodajemy podsmażone mięso oraz suszoną żurawinę i pokrojone w paski pomidory. Można wymieszać składniki.
Piekarnik nagrzewamy do 160 stopni, wkładamy formę z daniem i zapiekamy około 30 minut do zrumienienia.
wtorek, 24 maja 2016
Chleb z suszonymi pomidorami
Ostatnio trochę kombinuje z wypiekami chleba. Szukam tego idealnego dla mnie, do którego będę wracać ze smakiem. Ten chleb upiekłam z dodatkami, a mianowicie suszone pomidory i pestki dyni. Jest to chleb zbity, trochę mokry mimo, że jest na drożdżach. No i przede wszystkim smaczny, prosty w przygotowaniu. Piekłam go z mixu mąk razowej, pszennej i kukurydzianej. Oczywiście można upiec tylko z pszennej i razowej. Wszystko zależy od Was.
250 g mąki pszennej razowej
300 g maki pszennej (typ 550)
100 g mąki kukurydzianej
40 g świeżych drożdży
łyżka cukru
1/2 szklanki mleka
letnia woda
łyżeczka soli
garść pestek dyni
kilka suszonych pomidorów
Na początek trzeba zrobić zaczyn, to dzięki niemu chleb pięknie wyrośnie. Drożdże zasypujemy cukrem, chwilę czekamy aż zaczną pracować i zrobią się płynne. Następnie dodajemy lekko ciepłe mleko i mieszamy. Do tego dodajemy kilka łyżek mąki, tak aby postał zaczyn o konsystencji gęstej śmietany. Ostawiamy w ciepłe miejsce i czekamy aż podwoi swoja objętość.
Do misy miksera dodajemy każdy rodzaj mąki, sól oraz wyrośnięty zaczyn. Następnie powoli dodajemy letnią wodę, tyle ile zabierze ciasto. Ciasto ma być zwięzłe, nie płynne. Ma tworzyć kulkę. W między czasie dodajemy pestki dyni oraz pokrojone w paski pomidory. Kiedy już ciasto osiągnie oczekiwaną konsystencję i będzie tworzyć kulę zakrywamy miskę ściereczką bawełniana lub folia spożywczą i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośniecie na 2 godziny (u mnie rośnie pod kołdrą).
Formę na chleb smarujemy tłuszczem i obsypujemy mąką lub płatkami owsianymi. Ciasto przekładamy na stolnice , lekko podsypywując mąką i przekładamy do niej wyrośnięte ciasto. Znów odstawiamy do wyrośnięcia na 1-2h.
Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni, góra-dół bez termoobiegu i pieczemy chleb przez 50 minut do suchego patyczka.
250 g mąki pszennej razowej
300 g maki pszennej (typ 550)
100 g mąki kukurydzianej
40 g świeżych drożdży
łyżka cukru
1/2 szklanki mleka
letnia woda
łyżeczka soli
garść pestek dyni
kilka suszonych pomidorów
Na początek trzeba zrobić zaczyn, to dzięki niemu chleb pięknie wyrośnie. Drożdże zasypujemy cukrem, chwilę czekamy aż zaczną pracować i zrobią się płynne. Następnie dodajemy lekko ciepłe mleko i mieszamy. Do tego dodajemy kilka łyżek mąki, tak aby postał zaczyn o konsystencji gęstej śmietany. Ostawiamy w ciepłe miejsce i czekamy aż podwoi swoja objętość.
Do misy miksera dodajemy każdy rodzaj mąki, sól oraz wyrośnięty zaczyn. Następnie powoli dodajemy letnią wodę, tyle ile zabierze ciasto. Ciasto ma być zwięzłe, nie płynne. Ma tworzyć kulkę. W między czasie dodajemy pestki dyni oraz pokrojone w paski pomidory. Kiedy już ciasto osiągnie oczekiwaną konsystencję i będzie tworzyć kulę zakrywamy miskę ściereczką bawełniana lub folia spożywczą i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośniecie na 2 godziny (u mnie rośnie pod kołdrą).
Formę na chleb smarujemy tłuszczem i obsypujemy mąką lub płatkami owsianymi. Ciasto przekładamy na stolnice , lekko podsypywując mąką i przekładamy do niej wyrośnięte ciasto. Znów odstawiamy do wyrośnięcia na 1-2h.
Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni, góra-dół bez termoobiegu i pieczemy chleb przez 50 minut do suchego patyczka.
sobota, 21 maja 2016
Zdrowe batony
Jeśli chcecie rzucić cukier, ograniczyć go lub po prostu macie ochotę na naturalne słodycze to dobrze trafiliście! Takie batony to smaczna i zdrowa przekąska. Dlaczego? Przede wszystkim to naturalna słodycz z owoców, taki zamiennik białego cukru. Do tego tylko zdrowe, ulubione składniki, ale zawsze podstawą są daktyle. To właśnie one są tak słodkie, że nie potrzeba już nic więcej. Są budulcem, zlepiaczem, a reszta stanowi balans dla daktyli.
Poniżej znajdziecie kilka pomysłów na takie batony, a jeśli będzie Wam mało zajrzyjcie tutaj. Artur zdradza tajniki, a ja troszkę podglądałam.
Batoniki amarantusowo-daktylowe
100 g suszonych daktyli
20 g ekspodowanego amarantusa
40 g żurawiny
60 g mixu bakaliowego
Daktyle pozbawiamy pestek i kroimy. Wrzucamy do blendera z żurawiną wraz mixem bakaliowym i blendujemy na drobna masę. Mają być widoczne grudki, ale masa ma się lepić. Przekładamy masę do miski i dodajemy amarantusa. Całość dobrze mieszamy ze sobą, aby wszystkie składniki się wymieszały i zlepiły ze sobą. Masę przekładamy do pojemnika (najlepiej prostokątnego) i dobrze ugniatamy. Przykrywamy folią spożywczą i wstawiamy do lodówki na całą noc. Następnego dnia kroimy w batony. Można przechowywać w lodówce przez długo okres czasu.
Jak można zauważyć na zdjęciu batoniki wyszły dość kruche, co jednak nie umniejsza smakowi.
Batoniki bakaliowe
110 g świeżych daktyli bez pestek
120 g orzechów laskowych, migdałów, orzechów włoskich
30 g żurawiny
30 g jagód goi
10 g chipsów kokosowych
Daktyle, żurawinę i jagody goi miksujemy w blenderze, a następnie dodajemy orzechy i znów miksujemy na gładką masę. Na koniec dodajemy chipsy kokosowe cały czas miksując. Jeśli będą grudki nie martwcie się, wszystko ładnie się zlepi w całość. Do prostokątnego pojemnika przekładamy całość, dokładnie ugniatamy, zakrywamy folią spożywcza i wkładamy do lodówki na min. 12 h, po czym możemy pokroić.
Poniżej znajdziecie kilka pomysłów na takie batony, a jeśli będzie Wam mało zajrzyjcie tutaj. Artur zdradza tajniki, a ja troszkę podglądałam.
Batoniki amarantusowo-daktylowe
100 g suszonych daktyli
20 g ekspodowanego amarantusa
40 g żurawiny
60 g mixu bakaliowego
Daktyle pozbawiamy pestek i kroimy. Wrzucamy do blendera z żurawiną wraz mixem bakaliowym i blendujemy na drobna masę. Mają być widoczne grudki, ale masa ma się lepić. Przekładamy masę do miski i dodajemy amarantusa. Całość dobrze mieszamy ze sobą, aby wszystkie składniki się wymieszały i zlepiły ze sobą. Masę przekładamy do pojemnika (najlepiej prostokątnego) i dobrze ugniatamy. Przykrywamy folią spożywczą i wstawiamy do lodówki na całą noc. Następnego dnia kroimy w batony. Można przechowywać w lodówce przez długo okres czasu.
Jak można zauważyć na zdjęciu batoniki wyszły dość kruche, co jednak nie umniejsza smakowi.
Batoniki bakaliowe
110 g świeżych daktyli bez pestek
120 g orzechów laskowych, migdałów, orzechów włoskich
30 g żurawiny
30 g jagód goi
10 g chipsów kokosowych
Daktyle, żurawinę i jagody goi miksujemy w blenderze, a następnie dodajemy orzechy i znów miksujemy na gładką masę. Na koniec dodajemy chipsy kokosowe cały czas miksując. Jeśli będą grudki nie martwcie się, wszystko ładnie się zlepi w całość. Do prostokątnego pojemnika przekładamy całość, dokładnie ugniatamy, zakrywamy folią spożywcza i wkładamy do lodówki na min. 12 h, po czym możemy pokroić.
poniedziałek, 9 maja 2016
Ogórki małosolne kiszone na sucho
To ostatni hit kiszenia ogórków, jest prosty, łatwy i nie trzeba długo czekać na efekty. Tak jak to do tej pory było, aż kilka dni by zjeść smakowitego ogórka małosolnego. Już dziś mam dla Was mały trik, po 24 godzinach będzie mogli zjeść pysznego, chrupiącego ogórka małosolnego. Co Wy na to?
Powiem więcej to sprawdzony sposób, znajdziecie go na wielu znanych blogach kulinarnych. Nie opierajcie się, po prostu spróbujcie!
1 kg ogórków gruntowych
pół pęczka koperku (lub koper z baldachimem)
4 ząbki czosnku
czubata łyżka soli kamiennej
garść białej gorczycy
2 liście laurowe
kilka ziaren ziela angielskiego
woreczek strunowy o pojemności minimum 3 l
Liście laurowe kruszymy, ziele angielskie kruszymy w moździerzu, a czosnek kroimy w plasteki. Ogórki dokładnie myjemy, osuszamy i odkrawamy końcówki (dzięki czemu puszczą wilgoć za sprawą soli, co przyśpieszy proces kiszenia). Ogórki wkładamy do worka, dodajemy koper, gorczycę, plasterki czosnku, pokruszone liście laurowe i ziele angielskie oraz sól. Woreczek zamykamy i potrząsamy delikatnie aby do każdego ogórka doszła sól. Tak przygotowane ogórki przechowujemy w lodówce 24 godziny, a po tym czasie mamy gotowe chrupiące ogóreczki.
Inna szkoła mówi o 4 h w lodówce i 20 h poza nią. Wam pozostawiam wybór jak je przyrządzicie.
Powiem więcej to sprawdzony sposób, znajdziecie go na wielu znanych blogach kulinarnych. Nie opierajcie się, po prostu spróbujcie!
1 kg ogórków gruntowych
pół pęczka koperku (lub koper z baldachimem)
4 ząbki czosnku
czubata łyżka soli kamiennej
garść białej gorczycy
2 liście laurowe
kilka ziaren ziela angielskiego
woreczek strunowy o pojemności minimum 3 l
Liście laurowe kruszymy, ziele angielskie kruszymy w moździerzu, a czosnek kroimy w plasteki. Ogórki dokładnie myjemy, osuszamy i odkrawamy końcówki (dzięki czemu puszczą wilgoć za sprawą soli, co przyśpieszy proces kiszenia). Ogórki wkładamy do worka, dodajemy koper, gorczycę, plasterki czosnku, pokruszone liście laurowe i ziele angielskie oraz sól. Woreczek zamykamy i potrząsamy delikatnie aby do każdego ogórka doszła sól. Tak przygotowane ogórki przechowujemy w lodówce 24 godziny, a po tym czasie mamy gotowe chrupiące ogóreczki.
Inna szkoła mówi o 4 h w lodówce i 20 h poza nią. Wam pozostawiam wybór jak je przyrządzicie.
niedziela, 8 maja 2016
Lazania z mięsem
Lazania (lasagne) jest jednym z włoskich klasycznych dań, właściwie jest to rodzaj makaronu w prostokątnych płatach. Makaron ten nie wymaga uprzedniego gotowania przed zapiekaniem. Układa się go na przemian z farszem aż do wykorzystania składników, na koniec zalewa beszamelem i posypuje serem lub plastrami mozzarelli. Sekretem dobrego i udanego beszamelu jest ciągłe mieszanie, nie można go spuścić z oka. Dodatek sera typu parmezan nieco podkręcić jego smak. Można też zrobić lazanię w wersji wegańskiej lub słodkiej.
suche płaty lazanii
Farsz:
500 g mięsa wołowo-wieprzowego
50 g wędzonego boczku
1 średnia marchew
2 cebule szalotki
3 ząbki czosnku
500 g passaty pomidorowej
sól do smaku
garść bazylii + klika listków do dekoracji
kilka plastrów pomidora do dekoracji
1 kula mozzarelli z ziołami
1 łyżka oleju rzepakowgo
Boczek, szalotkę, czosnek i bazylię siekamy drobno. Marchew ścieramy na dużej tarce. W dużym rondlu rozgrzewamy olej i dodajemy boczek, smażymy do zrumienienia. Następnie dodajemy szalotkę i czosnek, chwile razem smażymy mieszając i po 3 minutach dodajemy starta marchew. Całość mieszamy, a gdy marchew zmieni kolor dodajemy mięso i znów mieszamy aby składniki się połączyły. Wszystko razem dusimy aż mięso puści soki i po około 15 minutach dodajemy passatę pomidorową, po zamieszaniu dusimy znów około 10 minut. Pod koniec dodajemy posiekana bazylię i sól do smaku.
Beszamel:
500 ml zimnego mleka
2 łyżki masła
2 łyżki mąki pszennej
twardy ser typu parmezan do smaku
szczypta gałki muszkatałowej i białego pieprzu
Masło należy rozpuścić w rondelku, a następnie dodać mąką. Teraz trzeba to szybko rozprowadzić rózgą i powoli dolewać mleko jedną strużką. Cały czas mieszając należy doprowadzić do tego aby sos zgęstniał i na koniec dodać przyprawy oraz ser (nie wiele, jedynie łyżkę lub dwie dla smaku). Sos jest już gotowy, można zdjąć z ognia i pozostawić do lekkiego ostygnięcia.
Formę żaroodporną (prostokątna lub kwadratowa), w której będziemy przygotowywać lazanię smarujemy dokładnie tłuszczem, a na dno wykładamy trochę beszamelu równo go rozprowadzając. Następnie układamy warstwami: płaty makaronu, na nie farsz mięsny, płaty makaronu, beszamel, farsz mięsny, płaty makarony, beszamel, plastry pomidorów i mozzarelli oraz listki bazylii.
Piekarnik rozgrzewamy do 170 stopni (góra-dół) i pieczemy 20-25 minut aż góra lazanii się zrumieni.
suche płaty lazanii
Farsz:
500 g mięsa wołowo-wieprzowego
50 g wędzonego boczku
1 średnia marchew
2 cebule szalotki
3 ząbki czosnku
500 g passaty pomidorowej
sól do smaku
garść bazylii + klika listków do dekoracji
kilka plastrów pomidora do dekoracji
1 kula mozzarelli z ziołami
1 łyżka oleju rzepakowgo
Boczek, szalotkę, czosnek i bazylię siekamy drobno. Marchew ścieramy na dużej tarce. W dużym rondlu rozgrzewamy olej i dodajemy boczek, smażymy do zrumienienia. Następnie dodajemy szalotkę i czosnek, chwile razem smażymy mieszając i po 3 minutach dodajemy starta marchew. Całość mieszamy, a gdy marchew zmieni kolor dodajemy mięso i znów mieszamy aby składniki się połączyły. Wszystko razem dusimy aż mięso puści soki i po około 15 minutach dodajemy passatę pomidorową, po zamieszaniu dusimy znów około 10 minut. Pod koniec dodajemy posiekana bazylię i sól do smaku.
Beszamel:
500 ml zimnego mleka
2 łyżki masła
2 łyżki mąki pszennej
twardy ser typu parmezan do smaku
szczypta gałki muszkatałowej i białego pieprzu
Masło należy rozpuścić w rondelku, a następnie dodać mąką. Teraz trzeba to szybko rozprowadzić rózgą i powoli dolewać mleko jedną strużką. Cały czas mieszając należy doprowadzić do tego aby sos zgęstniał i na koniec dodać przyprawy oraz ser (nie wiele, jedynie łyżkę lub dwie dla smaku). Sos jest już gotowy, można zdjąć z ognia i pozostawić do lekkiego ostygnięcia.
Formę żaroodporną (prostokątna lub kwadratowa), w której będziemy przygotowywać lazanię smarujemy dokładnie tłuszczem, a na dno wykładamy trochę beszamelu równo go rozprowadzając. Następnie układamy warstwami: płaty makaronu, na nie farsz mięsny, płaty makaronu, beszamel, farsz mięsny, płaty makarony, beszamel, plastry pomidorów i mozzarelli oraz listki bazylii.
Piekarnik rozgrzewamy do 170 stopni (góra-dół) i pieczemy 20-25 minut aż góra lazanii się zrumieni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




































